Łapa - rlapinski@interia.pl
SZLAK WIELKICH JEZIOR MAZURSKICH ! Nasz rejs jak co roku zaczyna się od znalezienia jachtu ! Jako ze jacht już jest. S/Y MAESTRO typ jachtu MORS RT, rok produkcji około 1982 stocznia nieznana, trzeba było pomyśleć o załodze. Nasz kapitan w osobie Andrzeja SKLIŃSKIEGO, zaprosił parę osób. Ktoś tam zaprosił kogoś, i tak zebraliśmy 8 osób chętnych pożeglować latem 2005 roku po Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich. Przedstawiając załogę warto wspomnieć, ze niektórzy są jej stałymi elementami a niektórzy na morze, jeziora wyruszają po raz pierwszy! KAPITAN Andrzej Skliński sternik jachtowy od wielu wielu lat , także instruktor zeglarstwa. Zwany przez nas Hohoniem bo plywa ze HOHO, wołany takze jako Sklina albo Andy, bądź Rysio właściwy człowiek na właściwym miejscu. Oficer Polityczny – Kamil Mężyński stały element zalogi naszego kapitana. Cale zycie bez patentu, Ale jako żyje nie słyszałem o patencie oficera pokładowego o specjalności – polityczny. Może to dlatego, nasz pokladowy polityczny plywa bez dokumentow. Lekarz pokładowy oraz kaowiec Grzegorz Mężyński jaki ty masz patent Gregor, bo właściwie nie wiem, ale myślę ze Grzegorz ma patent sternika jachtowego, znając historie rodu Mężyńskich, od razu nasuwa mi się pytanie dlaczego nie ma go Kamil, bo musze tu napomknąć ze zbierznaść nazwisk nie jest tu przypadkowa. Tak zwani bracia „M” sa rodzeństwem. Dodam jeszcze ze lekarzem Grześ jest z zawodu, a szalonym kaowcem po godzinie 1800 z zamiłowania i organizuje wspaniale turnieje warcaby o 4 nad ranem. Następny będę ja. Rafał Łapiński – sternik jachtowy. Instruktor żeglarstwa chociaż bez uprawnień. Oficer pokładowy bądź majtek, i to i to jest bliskie memu sercu, z równym zamiłowaniem szoruje pokład i prowadzę jacht. Pokochałem żeglarstwo, wiatr i woda to jest to co mnie odpręża i pozwala mi zapomnieć o trudach dnia powszedniego. Oficer pokładowy – Maciej Bołtruczyk, żeglarz jachtowy od wielu lat staly element załogi naszego kapitana. Żegluje, maluje, śpiewa, wygłupia się. Zwany „Waskim, bądź Bułą” To całość naszej męskiej załogi, musze jeszcze dodać ze Maciek dołączył do nas pod koniec pierwszego tygodnia , a Gregor nasz pokładowy lekarz odpłynął by powrócić wraz ze sztormami i nie było go z nami w drugim tygodniu. Czas teraz wspomnieć o załodze płci przeciwnej, dzielnych dziewczynach które zgodziły się nam towarzyszyć w doli i niedoli żeglarskiego rzemiosła. Pani kapitanowa z racji przynależności Dorota hmm.... jak ty dorotka masz na nazwisko ? Pierwszy raz na jeziorach, pierwszy raz na morzu, pierwszy raz na pokladzie jachtu, przełamując swój lek do morskich głębi, i do kołysającego się pokładu postanowiła wyruszyć z nami w rejs tym samym nie opuszczając swego mężczyzny. Wspaniale robi kanapki z pasztetem i przechadza się po połpokladach z dusza na ramieniu. Beata ... hmm jak ty Beatko masz na nazwisko, pierwszy raz na jachcie i na morzu. Długo się zastanawiała i w końcu wyruszyła z nami w ten rejs. Rodowita córka górnika . Przybyła do nas z Łęcznej. Kibic pierwszoligowego Górnika Łęczna. Wyjatkowo spokojna dusza, nie narzeka nie marudzi, dobrze gotuje fasolkę i gołąbki, dzielnie znosi trudy rejsu. Zaproszona przeze mnie, znakomicie spisała się jako załogantka. Karolina hmm... jak ty masz na nazwisko, zaproszona przez Kamila, typowa blondynka z niemieckim paszportem. Skacze do wody na bańkę z pokładu MAESTRA, podpija nam wódkę i piwo, pompuje grota tak ze maszt piszczy. Podobno z zawodu stolarz, a obecnie aktorka. Odkrycie rejsu 2005. Naprawdę imponująca i wesoła osóbka o wyglądzie filigranowej blondynki. I w takim to składzie postanowiliśmy w tym roku pożeglować. Zaczęło się od planowania zakupów. Po planowaniu nabylismy zakupy droga kupna w jednej z białostockich hurtowni. Głownie pasztet i mielonka, kawa, herbata, fasolka, gołąbki, makaron dżemy itp. Wszystko to co można błyskawicznie przygotować i się nie psuje bez lodówki. Do tego papierowe reczniki i papier toaletowy, szmaty i inne szpargaly przydatne w codziennym zyciu i pracy na jachcie. Tak zapakowani i przygotowani, czekalismy już tylko na ostatni dzien pracujacy tygodnia by moc wyruszyc na dlugo oczekiwane wakacje. Wyjechalem z Beata i Andrzejem w piątek 29.07.2005 do naszego zaprzyjaźnionego portu SKORUPEK. Gdzie zacumowany na kotficy, czekał na nas nasz dzielny Morsik MAESTRO. Ta dobrze znana jednostka pochodzi z jacht klubu Politechniki Białostockiej. Przywital nas mocny uscisk dloni i usmiechnieta twarz Ryszarda Sklińskiego. Przekazanie jachtu w tym momencie było już tylko zwykła formalnoscią, co niekoniecznie oznacza szybko. Pan Ryszard Skliński ojciec naszego kapitana, bardzo szlachetny czlowiek, sila spokoju i umiejetnosci. Ogromne doswiadczenie i wiedza czynia z niego legendarnego zeglarza. Jako wykładowca politechniki do wszystkiego podchodzi z techniczna dokladnoscia i czasami wychodza z tego smieszne sytuacje ... ale co by nie mowic, wspanialy czlowiek. Przenocował z nami na pokładzie MAESTRA a właściwie pod jego pokładem by w sobotę przesiasc się na SKIPERA. W sobote kiedy jacht był już calkowicie nasz, zaczelismy zaladunek. Jedzenie torby z ubraniami i wcale wbrew pozorom nie jest tego malo. Bo musze to tu napisac ale nasz kapitan znany jest z tego ze zabiera na swoje rejsy duza czesc swego dobytku, wlasciwie to pakuje chyba wszystko w ten sposób po prostu chyba niczego nie zapomina . Za to w tym roku spisal się dzielnie i przy pomocy Doroty zapakowal tylko polowe wiec i zaladunek poszedl sprawniej. Tego samego dnia czyli 30.07.2005 zaokrętowaliśmy resztę naszej załogi. Pojawił się polityczny ,Karolina, lekarz i kapitanowa. A Maciek czyli Wąski miał dołączyć w piątek! Nie zwlekając już na nic, szybko oddaliśmy cumę i wybierając kotwice odbiliśmy od brzegu by jak najszybciej znaleźć się na jeziorze. Wychodzac z portu odspiewalismy wersy jednej z szant co wyglądało i wzruszająco i imponująco. „Dalej w morze wyruszamy....” Pożeglowaliśmy na południe. Co by to nie oznaczalo, mazury dziela się na północ i połodnie tak przynajmniej dzielimy je my zeglarze, tylko nie wiem gdzie jest ta nasza granica. Mysle ze dla nas zaprzyjaźnionych ze skorupkami ta granica jest w skorupkach. A dla żeglarzy południe kończy się na wejsciu do kanalu na jeziorze Tałty a północ kończy się na wejsciu do kanału Szymoneckiego na jeziorze Szymon. Kanaly staja się brama na północ i południe. Zaś dla nas skorupki które leżą na drodze miedzy kanałami są przystania z której wypływamy czy to w górę czy to w dół. Chciałbym teraz zacytowac kawalek ksiazki, duzo mowiacy i oddajacy to co ja i moi znajomi nazywamy zeglarstwem i miniature tego uprawiamy na mazurach: CDN....



Wróć lub jeśli Ci podoba sie? zaglosuj!